2011-12-30 22:59:33 >> na przekór.

to co zostało mi po tych świętach i czego na pewno nie pozbędę się do rozpoczęcia nowego roku, to dziwny i trudny do wytłumaczenia żal i smutek. coś na kształt bardzo gorzkiej refleksji po starciu z rzeczywistością świąteczną.
i to wszystko mimo całkiem udanych spotkań z jedną i drugą rodziną. zresztą większa część rzeczywistości była o wiele przyjemniejsza i nastrajała bardziej optymistycznie niż przez ostatnie trzy lata.
i nawet jeśli ten dziwny żal i smutek nie dają spokoju mej duszy, to jedynie utwierdziłem się w przekonaniu, że słusznie postąpiłem rozstając się z fejsbukiem.
skomentuj (2)




2011-12-23 16:08:40 >> tej magii nie czuję.

z biegiem lat coraz bardziej nie lubię świąt Bożego Narodzenia. z roku na rok ta niechęć wyraźnie się powiększa i raczej nie ma szans, by się to zmieniło.
skomentuj (0)




2011-12-07 14:14:18 >> zmiana trendu.

kiedy wydawało się, że nic już nas nie uratuje, coś się zmieniło. z pozoru niewiele, bo problemy jak były tak są, ale jest wola zmian, wola zmiany na lepsze. bez tej chęci porozumienia nic by już nas nie ratowało.
i paradoksalnie proste rzeczy i sprawy okazały się skomplikowane, a te wydające się zagmatwane i nie do rozwiązania zaskoczyły swoją prostotą.
skomentuj (1)




2011-11-30 23:31:57 >> ...and justice for all!

tyle lat czekałem na ten moment. to nie jest koniec, ale dopiero początek, ale w tym właśnie problem, że na ten początek musiałem tak długo czekać. zresztą sam jestem sobie winien.
skomentuj (1)




2011-11-24 22:49:11 >> poszedłem na pustynię, zgubiłem się tam, aby móc się odnaleźć.

jest takie powiedzenie, że kiedy pojawiają się jakiekolwiek wątpliwości, to nie ma już żadnych wątpliwości. sam wiele razy powtarzałem innym i sobie jak mantrę to zdanie.
teraz wraca ono do mnie i pytanie nie brzmi czy pojawiły się jakieś wątpliwości, tylko czy jeszcze są jakiekolwiek. bo jeśli ich już nie ma, to tylko chyba cud może nas uratować.
skomentuj (3)




2011-11-23 23:46:16 >> reminiscencje.

dwa razy przez te cztery lata powiedziałem, że wyobrażam sobie ją jako matkę moich dzieci. pierwszy raz na samym początku. drugi raz, niecały rok później, na chwilę przed tym jak się rozstaliśmy. dodałem wtedy, że za to nie wyobrażam sobie jej jako żony.
niby banał, proste i nieskomplikowane, ale coś w tym jest. i to coś wraca do mnie po ponad trzech latach. to coś znów chodzi mi po głowie.
ale mimo swej prostoty nic nie jest takie proste.
skomentuj (1)




2011-11-22 00:59:00 >> gdzieś się podziała.

nim się zorientowałem, straciłem w wiarę w siebie. a kiedyś miałem jej tyle, że nic nie było dla mnie trudne ani niemożliwe. zastanawiam się, jak to było możliwe, a jednak niemożliwe stało się faktem.
trudno mi nawet uwierzyć, że ją kiedyś odzyskam. ale to nic dziwnego.
skomentuj (0)




2011-11-16 11:38:29 >> nie dzielenie odpowiedzialności.

do niektórych decyzji człowiek dochodzi miesiącami, latami wręcz. a przecież jest to jakby naprawienie błędu sprzed lat, który wtedy wydawał się słusznym i racjonalnym posunięciem. założenie swoje, a życie swoje. po tych latach przyniosło to więcej szkód w różnych wymiarach, a zakładanych korzyści w ogóle.
skomentuj (3)




2011-11-08 22:52:55 >> złe proporcje.

doszedłem do wniosku, że za dużo myślę sam o sobie. przynajmniej w sensie mentalnym. dlatego nie ma miejsca na otoczenie, świat, hobby, ludzi, itd. czyli właściwie na wszystko co zajmuje życie przeciętnemu człowiekowi.
nie, nie jestem egoistą ani egocentrykiem. to wszystko bierze się z tego, że inni nie myśleli i nie myślą o mnie.
skomentuj (7)




2011-11-05 21:50:01 >> pamiętaj, pamiętaj.

niewiele ludzi w naszym kraju wie kim był Guy Fawkes i dlaczego na wyspach pamiętają 5. listopada.
jeśli ktoś oglądał 'V jak vendetta' może sobie przypomni. ja nie muszę, bo pamiętam bardzo dobrze 5. listopada sprzed dokładnie pięciu lat. mieszkałem wtedy w Londynie i trudno było nie zauważać nieustannie wybuchających na niebie fajerwerków. z ciekawości nawet pojechałem z Norbitonu na Waterloo, by przejść się nad Tamizą obok budynku parlamentu. tam fajerwerków co prawda nie było, ale tamten widok z nad Tamizy pozostał w mej pamięci niczym jedna z wielu pocztówek, którą wysyła się samemu sobie w czasie.
na wyspach


Remember, remember the fifth of November
The Gunpowder Treason and Plot
I know of no reason,
Why Gunpowder Treason
Should ever be forgot...

skomentuj (1)




2011-11-04 02:18:15 >> życie to nie bajka.

a to podobno dorastające kobiety marzą o księciu na białym koniu, który przyjedzie je uratować z wysokiej wieży i wtedy będą żyli długo i szczęśliwie.
zupełnia tak jakby dorastający chłocy nie marzyli, by być tym księciem na białym koniu i po drodze spotkać jakąś wieżę z zamkniętą w niej niewiastą.
w życiu jednak tak jak niemal zawsze książe okazuje zwykłym, przeciętnym facetem, takim samym jak inni, a w wieżach, których nie ma, nie są zamknięte księżniczki, tylko kopciuszki, którym do ideału daleko brakuje.
skomentuj (3)




2011-11-03 03:36:54 >> takie rzeczy tylko w snach.

śniło się mi, że posiadłem kochankę, o twarzy i imieniu kobiety, dla której sam lata temu niemal nie stałem się kochankiem. w sensie fizycznym, bo platonicznie jak najbardziej oddawała mi swą duszę.
to obecnie niemożliwe. bo jaka chciałaby taką ruinę faceta jak ja? ale pośnić całkiem przyjemna rzecz. nawet budzić za bardzo się nie chciałem.
skomentuj (1)




2011-11-01 23:04:40 >> trudno być zadowolonym.

coraz mniej odnajduję się w moim obecnym życiu. i to po ponad czterech latach układania go sobie na spokojnie, bez żadnych rewolucji. to nawet nie jest problem z odnajdywaniem się, ale z poczuciem zadowolenia z samego siebie.
kiedyś miałem poczucie, że potrafię i mogę wszystko. dziś czuję się jakbym do niczego się nie nadawał i niczego nie potrafił, a tym bardziej jeszcze mniej mógł.
a przecież wciąż jestem tym samym człowiekiem.
skomentuj (1)




2011-10-26 00:45:14 >> tak jakoś jest.

czasem, nawet dość często, tu zaglądam ciekaw czy ktoś tu zagląda, ślad jakiś zostawia, o nową notkę się upomina. widać nie zagląda nikt i nikomu nowe notki nie są potrzebne.
czasem, nawet często, mam tak, że napisałbym coś, dodał notkę, ale jakoś się mi odechciewa.
skomentuj (2)




2011-10-18 01:27:35 >> inni potrafią, a ja nie.

czasem mam tak, że pierdolnąłbym całe moje obecne życie w cholerę i po prostu zniknął. tak po prostu, dla samego siebie, by móc odzyskać siebie dla siebie.
tylko dlaczego jest to takie trudne? niemożliwe wręcz.
skomentuj (0)




2011-10-01 23:21:51 >> o krok za daleko.

już od dawna nie wierzę, że internet jest całkowicie anonimowy. ale są tego granice.
kiedy pierwszy raz zdarzyło się, że fejsbuk wyświetlił mi profil osoby, którą przypadkiem znalazłem w zupełnie innym serwisie, to zapaliła się mi w głowie lampka, że chyba coś nie tak. ale kiedy sytuacja się ponowiła, to zacząłem zastanawiać się nad skasowaniem profilu.
tylko, że to nie jest takie proste i łatwe, a skuteczna procedura usuwania konta z tego gówna trwa dwa tygodnie. zastanawiam się też wciąż co mi daje posiadanie tam konta i czy będzie mi czegoś brakować, jak je usunę.
skomentuj (1)




2011-09-30 22:23:39 >> nie licząc dni.

już niemal czwarty tydzień siedzę w łazience i wyjść z niej nie mogę. a miało być tak szybko i prosto. jednak uroki budownictwa lat sześćdziesiątych przerosły moją wyobraźnię. gdybym wiedział na początku to co wiem teraz, inaczej bym do wszystkiego podszedł, choć pewnie wiele czasu bym nie oszczędził.
skomentuj (1)




2011-09-23 01:36:14 >> w sieci zła.

nawet nie zauważyłem, że od kilku dni zmieniła się ikonka blogu. teraz ewidentnie widać, że onet zapuszcza tu swoje macki. choć oficjalnie tylko patronuje. a kiedyś było takie zwykłe czarne B na białym tle. i było to dobre.
skomentuj (4)




2011-09-18 23:34:34 >> tak po prostu, przypadkiem.

już dawno nie zdarzyło się mi spotkać kogoś znajomego przypadkiem, gdzieś w miejscu, w którym bym się nie spodziewał. przecież żyję w wielkim mieście i ludzie się tylko mijają.
nie spotkałem aż do dziś, kiedy idąc alejką w markecie mignęła mi znajoma twarz. niewiele brakowało byśmy się minęli, a mi by się tylko wydawało, bo przecież przez trzy lata ludzie mogą się zmienić bardzo.
króka rozmowa, kilka zdań wymienionych w pośpiechu i mimowolnie przywołane wspomnienia. a później cały wieczór wspomnień, które nie chciały wrócić na swoje miejsce.
może przypadkiem znów się spotkamy, może nie spotkamy się w ogóle, ale dobrze, że spotkaliśmy się, nawet tak zupełnym przypadkiem. po dokładnie trzech latach od ostatniego spotkania nieprzypadkowego.
jakoś inaczej będzie mi się dziś zasypiało. tak po prostu.
skomentuj (0)




2011-09-14 22:57:05 >> nikt nie wkurza mnie tak jak ja sam.

wkurza mnie we mnie to, że nie ma takiego tematu, na którym znałbym się bardzo dobrze. znam się na tym i owym, wiem różne rzeczy, ale jak przychodzi co do czego, to zawsze znajdzie się ktoś bardziej obeznany. wtedy czar pryska i znów przypominam sobie, że jestem dyletantem.
a jak już na czymś znam się dobrze, dogłębnie, bardzo dobrze, to nie jest to nic istotnego. nawet dla mnie.
chciałbym się na czymś znać i wiedzieć jak tą wiedzę wykorzystać. a mnie wkurzać się na siebie.
skomentuj (1)




2011-09-13 23:52:45 >> niewczas.

od kilku dni próbuję napisać notkę. o dośc istotnej dla mnie treści, taką z pewną głębią, wręcz drugim dnem. mam ją w głowie, bo przecież układam sobie zdania, analizuję refleksje już od jakiegoś czasu. ale wieczorem kiedy w końcu mam czas, by ją popełnić, zwyczajnie brakuje sił intelektualnych. może nawet nie chce się mi z czystego lenistwa.
i upewniam się, że treść nie jest dla mnie aż taka straszna. a wręcz przeciwnie, będzie zbawienna.
skomentuj (1)




2011-09-10 02:21:40 >> lenistwo pewnego stopnia.

nawet porządku z linkami nie chce się mi zrobić, choć wielkie porządki by to nie były. ale nie chce się i już/
skomentuj (5)




2011-09-04 02:36:25 >> aby nie wyprzedzać czasu.

od lat miałem ustawione wszystkie zegarki na kilka minut do przodu. w założeniu aby się nie spóźniać. z czasem jednak to delikatne oszukiwanie swojej podświadomości przestało działać. może uodporniłem się na ten myk. albo może przy częstych niedostatkach czasu przestawienie czasu na czasomierzu straciło w ogóle sens.
wystarczyło w ustawieniach wybrać opcję "używaj wartości dostarczonych przez sieć" i android sam przywrócił mnie w odpowiednią strefę czasową. niby szczegół nieistotny, a jednak czuję, że zmieniło się coś ważnego.
skomentuj (0)




2011-09-01 22:50:04 >> i tylko cisza grała.

są takie dni, a są one zbyt często, kiedy zastanawiam się czy jest sens pisać bloga. nie tylko tego konkretnego, ale tak w ogóle. a jeśli jest jakiś sens, to jaki dokładnie.
skomentuj (4)




2011-08-31 03:05:07 >> pociągi pod szczególnym pozorem.

jeszcze nigdy się mi nie zdarzyło tak, że do wyjazdu pociągiem podchodziłem trzy razy i dopiero za trzecim razem udało się mi wsiąść i wysiąść na odpowiedniej stacji.
za pierwszym razem było już trochę za późno, by wychodzić z domu i jechać tramwajem, bo wcześniej pociąg metra jechał dość ociężale i powolnie zatrzymując się z długimi postojami na każdej stacji. ale są przecież następne.
za drugim razem wyszedłem z domu i bez problemu dotarłem na dworzec na długo przed odjazdem pociągu. długo też stałem w kolejce do kasy. a na kilka minut przed odjazdem, pani z okienka obsługująca pacjenta przede mną, gdzieś sobie poszła i wrócić nie mogła. ale nic to, można przecież kupić bilet u konduktora.
pociąg ruszył. konduktor przechodził korytarzem. zapytałem o bilet. potwierdził. zapytałem o płacenie kartą. zaprzeczył. ja zakląłem. wysiadłem i czekałem na późniejszy pociąg. przezornie biorąc pod uwagę piątkowy szczyt i popularność desytynacji (Kraków), wystartowałem ze wschodniego, nie z centralnego. dzięki temu wysiadłem w centrum, a nie gdzieś w szczerym polu.
za trzecim razem z biletem w ręku i na długo (jak na siebie) zjawiłem się na wschodnim. pociąg ruszył. w Krakowie pociąg się opróżnił niemal całkowicie, by po chwili znów się zapełnić.
jechałem na wschód i ogarnęła mnie smutna refleksja, że kiedyś nie uskuteczniałbym takich kombincji aby jechać jakimś interregio. wsiadłbym w najbliższy intercity. albo od biedy w express i z miejscówką o nic bym się nie martwił. dawno już tak nie jeździłem. w ogóle ostatnio rzadko jeżdżę pociągami. za rzadko.
skomentuj (1)




2011-08-25 23:46:03 >> odcinanie przeszłości.

niedawno skasowałem blog, do którego był zamieszczony link zatytułowany "z poprzedniego ustroju". skasowany blog był też swego rodzaju pomostem z moim dawnym, wieloletnim blogiem, który porzuciłem dwa lata temu, a w archwium któego były spisane dzieje mego awanturniczego żywota.
teraz zastanwiam się czy nie skasować jeszcze tego ostałego i porzuconego bloga. skasować i zamknąć w pewien symboliczny sposó przeszłość tam, gdzie jest jej miesce.
skomentuj (2)




2011-08-18 00:47:02 >> kolejność odwrócona.

kiedyś pierwszą stroną, którą odwiedzałem po uruchomieniu przeglądarki, była strona własnego bloga. bywało, że zaglądałem na nią kilka, kilkanaście razy dziennie. ot, tak z przyzwyczajenie z początku blogowania, kiedy non-stop coś się działo. tak było przez lata.
teraz blog jest ostatnią stroną, na jaką zaglądam. po przejrzeniu wszystkiego co ważne i nieważne, dopiero zaglądam na ten swój kawałek podłogi.
skomentuj (1)




2011-08-17 03:15:26 >> pyrrusowe zwycięstwo.

ostatnie dwa i pół roku to życie w cieniu decyzji, z którą się nie zgadzaliśmy i nie my ją podjęliśmy. nie mogliśmy też nic zrobić, prócz pogodzenia się z sytuacją.
po dwóch i pół latach udało się wykonać krok, który zmienia tę nieco niekomfortową sytuację. mam nadzieję, że wynika to z doświadczeń minionego okresu. jednak to kosztowało, nerwów, pieniędzy, czasu. a można było tego uniknąć.
to nawet nie było zwycięstwo, lecz porozumienie, kompromis, którego tak bardzo wcześniej brakowało.
skomentuj (2)




2011-08-13 22:31:22 >> ostatnie pożegnanie.

nie lubię pogrzebów. nie chodzi nawet o ich sens sam w sobie, bo ten jest prosty i oczywisty. nie wszyscy mają przecież takie "szczęście" pożegnać się na kilka godzin przed tą chwilą, która zmienia wszystko. zresztą to i tak nie ma większego znaczenia, bo od pożegnań zawsze wolałem powitania.
szczęście w tym całym nieszczęściu, że takie "imprezy" zdarzają się rzadko, a ja ostatni raz miałem okazję być uczestnikiem ponad sześć lat temu. to co wkurza, to cały ogrom pytań, na które nigdy nie dostanie się ostatecznej i niepodważalnej odpowiedzi. pozostają tylko mniej lub bardziej nieudolne próby wyjaśnienia niewyjaśnionego przez mistrza ceremonii. to sprawia, że młodzi ludzie w kościele pojawiają się tylko z okazji ślubów i pogrzebów.
można poczuć się zaskoczony gdy jednak ktoś skłania do refleksji i nie szukania łatwych, najłatwiejszych odpowiedzi. mimo, że cięzko żyć, tym co zostali.

♪  Budka Suflera - "Czas ołowiu"  ♪
skomentuj (0)




2011-08-09 22:06:49 >> wrzask ciszy.

to takie dziwne uczucie kiedy z kimś rozmawiasz, śmiejesz się, komentujesz ludzką głupotę i pazerność, a kilka godzin później dowiadujesz się, że ta osoba nie żyje. w pierwszej chwili myślisz, że to przesłyszenie, może żart, albo nie do końca sprawdzona informacja. przecież kilka godzin wcześniej umawialiśmy się na telefon za kilka dni. w duchu tylko się myśli, aby tylko nie cierpiał.
późna noc działa otępiająco na zmysły i umysł. ale rano rzeczywistość jes ta sama, na dodatek wiadomo już coś więcej, zdjęcie spalonego samochodu nie pozostawia złudzeń. a przecież kilka godzin wcześniej siedziałem w tym samochodzie.
i widzisz twarze, nie smutne, ale bezsilne, bezradne. i ta cisza, w której słychać tylko odgłos pracującego za płotem wentylatora, ta cisza krzyczy, aż wrzeszczy. właściwie nie ma słów, które w takiej chwili mają jakikolwiek sens. gdzieś w oddali zaś przez to miejsce, w któym pozostał na jezdni tylko czarny ślad, przejeżdżają samochody, to w jedną, to w drugą, jak gdyby nic. bo przecież życie toczy się dalej.
i tylko ta jedna myśl co jakiś czas się przebija, że zdążyliśmy się pożegnać, a nie w biegu po prostu rozejść, bo przecież za kilka dni się zdzwonimy.

GoldenLife - "24.11.94"
skomentuj (1)

 





[księga gości]

2011
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj








stat4u